Archiwa tagu: IDM

[Płyta] Xela – For Frosty Mornings and Summer Nights (2007)

xela_for_frosty_mornings

Dzisiejszy poranek przypomniał mi o pewnym, zagubionym pośród tysięcy przesłuchanych płyt, wydawnictwie. Za oknem białe od szronu drzewa, mgła i lekki mróz – sceneria idealna do odświeżenia sobie For Frosty Mornings and Summer Nights, autorstwa Johna Twellsa, szerzej znanego pod pseudonimem Xela. Możliwe, że to skutek sugestii, zawartej w tytule, ale uważam, że zawartość albumu rzeczywiście oddaje nastrój mroźnych poranków (w czerwcu przekonam się, czy letnich nocy też).

Muzyka, która znalazła się na For Frosty Mornings and Summer Nights, budzi skojarzenia z takimi artystami jak Boards of Canada, Aphex Twin czy ISAN i nie jest niczym wybitnie odkrywczym. Twells zbiera do jednego worka elementy znane z szeroko rozumianego IDM i laptopowej elektroniki, nieco nimi potrząsa, a następnie serwuje w postaci albumu złożonego z klikających i trzeszczących bitów, głębokiego basu, zgrabnych, minimalistycznych melodii i zniekształconych pogłosów. Na płycie nie znajdziemy utworów wpadających w ucho, jednak w żadnym wypadku nie oznacza to, że odczuwa się ich brak.

Największą zaletą albumu Xela jest jego dyskretny nastrój. Możesz zapętlić ją w trybie repeat i zapomnieć, że jest odtwarzana. Nie wiem, czy taki był zamysł Twellsa, ale For Frosty Mornings and Summer Nights świetnie sprawdza się jako muzyka tła do czytania czy spania. Najlepsze efekty osiągniemy jednak stosując się do wskazówek zawartych w tytule, a więc serwując ją sobie bezpośrednio do ucha podczas spaceru w mroźny, biały poranek.

Najlepszy na płycie: Afraid of Monsters.

Tomasz Skotak

Reklamy

[Płyta] Aphex Twin – Selected Ambient Works 85-92 (1992)

ImageŚwiat nie rozwija się linearnie. Zmiana jest konsekwencją rewolucji, ta zaś jest jest wrogiem utrwalonego porządku. Jak w świecie, tak i w muzyce, na stagnację nie ma miejsca. Na scenie co jakiś czas pojawiać się musi ktoś, kogo podejście do dźwięku, kompozycji czy technik produkcji otworzy uszy szerokiego audytorium na nowe, nieeksplorowane gatunki.

W 1992 roku tym kimś okazał się Richard D. James, znany między innymi jako Aphex Twin. Szczęściarz, którego spotkał zaszczyt bycia ojcem. Ojcem gatunku. Jednego z najważniejszych gatunków współczesnej muzyki elektronicznej, w skrócie zwanego IDM. Debiutancki longplay Aphex Twin, „Selected Ambient Works 85-92”, to sedno tego, co zwykło się, mimo wszystkich późniejszych wątpliwości, nazywać Intelligent Dance Music.

„Selected Ambient Works” to album niepodobny do poprzednich dokonań Richarda, wydawanych pod różnymi pseudonimami w formie singli i EP-ek. Przede wszystkim delikatniejszy, o wiele łatwiejszy w odbiorze, melodyjny. Nie to jednak jest w nim najważniejsze. Najważniejsze jest to, czego ledwie dwudziestoletniemu artyście udało się dokonać w warstwie ideowej dzieła. Połączenie mocno już osłuchanych ambientu i techno z jednej strony, z drugiej zaś położenie kamienia węgielnego pod nowy kierunek w muzyce trance, to przecież nie lada wyczyn.

Brzmienie album w dzisiejszych czasach może wydawać się lekko nieświeże. Czyż istnieją w muzyce elektronicznej bardziej oczywiste środki wyrazu niż emerytowane automaty perkusyjne Rolanda: TR-606 i TR-808? Bardziej nadużywane efekty niż echo i reverb? Coś równie oczywistego jak hi-hat? Raczej nie. A jednak, po prawie dwóch dekadach, Selected Ambient Works nie przejadają się, nie drażnią i nie prowokują głęboko przeponowego ziewu. Przeciwnie! Miękkie linie basowe syntezatorów, nieskomplikowany beat, nieco trzasków, chrobotów i szumów, ale przede wszystkim błyskotliwe melodie, wciąż bronią tego wydawnictwa przed zębem czasu.

„Selected Ambient Works” to bowiem, ponad wszystko, nierozerwalna całość, której sensem jest nastrój. Od samego początku, od przewspaniałego „Xtal”, pełnego ciepłych kobiecych sampli, po zamykający, idealnie transowy „Actium”, słuchacz nie ma szans. Zmyślna, sinusoidalna konstrukcja całości, oscylująca między kontemplacyjnymi kawałkami ambientu a częściami niemal parkietowymi nie pozostawia miejsca na dekoncentrację. To wszystko sprawia, że „SAW 85-92” oczarowuje swoją niepowtarzalną aurą.

Kupna krążka nie musisz się obawiać. Jeśli zaczynasz właśnie przygodę z elektroniką Selected Ambient Works to podstawa. Na Autechre czy Biosphere przyjdzie jeszcze czas. Jednocześnie możesz być pewien, że nawet po przesłuchaniu setek „podobnych” artystów, od debiutu Aphex Twin nie uciekniesz na długo.

Najlepszy na płycie: Xtal.

Tomasz Skotak